wtorek, 8 lipca 2014

Afera taśmowa.

Tak na tapetę mojego bloga wzięłam aferę taśmową.
Ostatnimi tygodniami ujrzała światło dzienne wielka afera.
Nie wiadomo co w niej jest większą aferą, treści o których rozmawiali politycy czy fakt nagrywania po kryjomu.
Stwierdzam, że większym szokiem i większą aferą okazuje się nielegalne nagrywanie polityków i większy "dym" rozwiał się o to niż o treści tych rozmów.
Tak to jest, że nie wolno według wszelkich praw nikogo nagrywać bez jego zgody i tym bardziej udostępniać tego bez zgody nagranej osoby. Ale patrząc z drugiej strony czy gdyby politycy wiedzieli, że będą nagrywani to czy wszystko by wypłynęło? I co i co, że wypłynęło jak i tak żadnej konsekwencji nie ponieśli politycy którzy tak "mądrze się wypowiadali" tylko ci którzy podłożyli podsłuchy.
Tak to jest już w tym kraju, że jednym wolno a innym nie.
Przenosząc fakt nagrywania na inne podwórko, bo przecież jest to proceder który nie po raz pierwszy został ujawniony w telewizji.  Gdyby mnie nagrano w pracy i udostępniono te treści w eter to nagrywającym osobom włos z głowy by nie spadł ( bo działali w dobrej wierze). Powiem tak wolno by im było i chwała im cześć za to wysławiana pod niebiosy była ale gdybym to ja nagrała pracodawcę bądź inne osoby z którymi mam kontakt w pracy, ich zachowanie wobec mnie itd. To ja byłabym tą zlinczowaną osobą, że nagrałam nielegalnie i powinnam ponieść za to kare.
 Wszelkie akta prawne, ochrony danych osobowych, mienia itd. obowiązują niby wszystkich ale jak przyjdzie co do czego to sprawiedliwość nie jest równa. Dążmy do ujednolicenia tych praw. Niech będzie jasne każdy każdego nagrywa, jesteśmy w Big Brotherze i wszystko jasne albo jak nie wolno nikomu to i panu prezesowi jak i zwykłemu Kowalskiemu bez zgody nie wolno i koniec kropka.
Ale to jest Polska, jeden może drugi nie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz